środa, 21 grudnia 2011

jealousy, turning saints into the sea

Yeah, you know you got to help me out.

Nie wiem. Chyba jestem szczęśliwa. Uśmiecham się do siebie. Pokazuję zęby światu, jakkolwiek to brzmi. Słucham radosnej muzyki, albo przynajmniej takiej przy której chce mi się śpiewać. Nawet urządzam sobie karaoke, gdy nikogo nie ma w domu. Tak jak kiedyś...
Chyba jest fajnie. Dzisiaj ubrałam różowy sweter w wisienki. Rozkminiałam, czy nie jest obciachowy. Może trochę jest, ale ja go za to lubię.
I przestałam się przejmować. I chyba właśnie przez to jest tak fajnie. Spokojnie. Będzie co będzie. Co ma być. Nic nie jest pewne, poza stwierdzeniem, że "nic nie jest pewne".
Uwalniam się od kata. A przynajmniej widać postęp. Nie osiągnęłabym tego sama, ale za to już podziękowałam.

Postęp też widać w moim odchudzaniu. Mały, ale widoczny. Cieszy mnie to. I wiem, że będzie jeszcze lepiej. Tylko muszę uwierzyć w siebie. Jest dobrze.

2 komentarze:

  1. W końcu coś pozytywnego !!! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. :D
    Będzie jeszcze lepiej. Więcej WOLI. I wiary w swoje 'ja'. Zadufania?

    OdpowiedzUsuń