Eh. Nie pisząc ostatnio nic, wydawać by się mogło, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Otóż najwięcej piszę wtedy, gdy jest mi źle. Po części jest to prawda. Jestem szczęśliwa. I jestem nieszczęśliwa.
Studia tak naprawdę nic nie zmieniły. Od maja mam wieczne wakacje. Bo co to są 3 godziny na uczelni? Co prawda nachodzą mnie myśli, czy aby na pewno dobrze wybrałam, czy aby na pewno chcę być religioznawcą. Ale mamy się nie zrażać, to się nie zrażam :-) Jak nie to, to co innego? Chyba nic. Pierwszy rok będzie najgorszy, tak sądzę. Potem już tylko sama przyjemność i ciekawość.
W domu. W domu nie mogę już wytrzymać. Kocham rodziców, ale im ja starsza i oni starsi, tym rośnie niezrozumienie z jednej i drugiej strony. Nic na to nie poradzę. Nie chcę żyć ich ideałami. Mam swoje. Mam swój pomysł na życie. Chcę być sobą, nie kroczyć obcą drogą. Nie zmieniłam się. Nic się ze mną nie dzieje. Jestem jaka byłam zawsze. Tylko teraz mam wolność. Dorosłam, kochani rodzice, I'm sorry.
Najbliższa przyszłość? Czekam na grudzień. Tak, będzie przełomowym miesiącem.
Jeżeli wytrwamy, to znaczy, że na zawsze. Masz rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz