Wkurwia mnie ten świat. To miasto. To społeczeństwo. Jadąc pociągiem codziennie rano czuję się wkurwiona. Nie chce mi się patrzeć na te wszystkie twarze. Nie chce mi się przesuwać, bo ktoś tam musi akurat wysiąść na tym a nie innym peronie. Nie chcę mi się obok nich stać. Muszę się tłoczyć jak sardyna w puszce. Wiem. Nie ja jedna. I pewnie cały pociąg tak myśli. Ale ja mam to w dupie!
Nie chcę mi się gadać z ludźmi z roku. Bla bla bla, uśmieszki, śmieszki, denne wymiany zdań. I, że ja w tym uczestniczę. Nie, nie dzisiaj. Nie mam siły. Nie będę się uśmiechać. Nie będę rozmawiała. To nawet nie jest rozmowa. Ja pierdolę. Nie będę się integrować.
A więc jestem nolife. Wolę posiedzieć w Internecie, przed filmem, przed książką, pogłębić moją wiedzę na dany temat czy po prostu porozmawiać na gadu-gadu z ludźmi, z którymi mam dużo wspólnego i możemy rozmawiać o wszystkim i o niczym, o gównie i nie-gównie. Z ludźmi, którzy są daleko ode mnie i z racji tego nie możemy przebywać ze sobą realnie.
Nie chcę mi się chodzić na te studia. Same w sobie mnie interesują, ale niestety wykłady nie są spełnieniem moich oczekiwań. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nie każdy ma umiejętność przemawiania, rozumiem to. Pozostaje mi kupić w końcu książki i czytać, czytać. Samej szukać informacji. W końcu to studia czysto humanistyczne.
Nie widzę swojej przyszłości. Nie wiem co będę robić, gdzie i czy w ogóle pracować. Z moim nastawieniem może to być bardzo trudne.
Nie wiem jak wytrzymam te 3 lata... W sumie? Co innego mi pozostało? Całe moje życie opiera się na marzeniach i czekaniu. Wieczne czekanie, czekanie, czekanie. Mam cierpliwość godną świętego.
Najchętniej wzięłabym pierdolnęła to wszystko. Rzuciłabym studia, dotychczasowe życie i miejsce zamieszkania. Spakowała rzeczy, wzięła walizki i wyjechała. Mam do kogo i mam z kim spędzić w ten sposób życie. Ale nie zrobię tego, bo brakuje mi KURWA odwagi i zdecydowania.
Punk's not dead.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz