niedziela, 23 października 2011

blackout

Doszłam do takiego etapu w moim życiu, w którym stwierdzam: NIC NIE MUSZĘ. Stałam się okropnym leniem. Leniem jakich mało. Nie chce mi się studiować, chodzić na basen, robić prawa jazdy, nie chce mi się spać, nie chce mi się jeść, nie chce mi się srać. Codziennie rano budzę się i myślę: KURWA, co jest ze mną?
Trwam w wegetacji, czekając na lepsze jutro. Uzależniam się od papierosów. Siedzę całymi dniami nic nie robiąc. Kręcę się w kółko, jak ten bączek z dziecięcych lat.
Codziennie marzę. Tylko marzenia i papierosy trzymają mnie przy życiu. Gdybym tylko mogła mieć jeszcze dwie najbliższe mi osoby blisko siebie. Cóż mi pozostaje? - CZEKAĆ. Jedyne co mi się jeszcze chce.

Dlaczego moje życie nie jest jedną wielką imprezą? O ile weselej by mi było. Czyż świat nie jest ogromną zabawką? Czasem lubimy się nią bawić, a czasem nie. Czasem wydaje nam się być ładna a czasem brzydka (i odrzucamy ją w kąt).

I szczerze? Odpowiada mi to. Bo dlaczego lecieć przez to życie jak idiota? Szkoła, studia, praca, małżeństwo, dziecko... Ughh, odrzuca mnie na samą myśl. Chcę być kierowcą taksówki na nocnej zmianie. Hell yeah.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz