poniedziałek, 20 lutego 2012

hope you enjoy it this time

Gdybym miała wybierać pomiędzy umieraniem teraz a wiecznym czekaniem na coś - wybieram czekanie. To jest przytłaczające, ale warto czekać na chwile pełne szczęścia, chęci do życia, miłości i wiary. Lepsze to niż umieranie młodo. Tak mi się wydaje.
Znowu utwierdzam się w przekonaniu, że muszę "przeczekać" te niecałe już 2,5 roku do licencjatu i, że moje życie odrodzi się na nowo. Tak jak odrodziło się po skończeniu szkoły średniej. Śmieszne. Doprawdy śmiesznie irytująca sprawa. Prawda, że zaczęłam żyć inaczej i moje priorytety się zmieniły. I kurwa. To długodystansowe czekanie.
Bo te krótkie to do Wielkanocy i potem do wakacji. Byle, byle, BYLE.
Ale najgorsza jest ta huśtawka myśli. Mam poczucie totalnej nadziei i siły na czekanie, żeby zaraz wpaść w całkowite rozbicie i wszechogarniającą niechęć. To wykańcza bardziej niż kiedykolwiek mogło. Wszystko wciąż się przesuwa. Dzień za dniem. W kółko.

Chociaż dzisiaj było lepiej. Dzisiaj było lepiej. Słońce, stopniały śnieg, chłodne powietrze... powiew wiosny? Po prostu dzisiaj było mi przyjemnie na myśl o nadchodzących wakacjach a jeszcze większe szczęście mnie ogarnęło na myśl o wyprawie pociągiem do Opola! Nieznane mi miasto - oto nadchodzę! I to już za dwa tygodnie - czekam (o ironio!).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz