Jest godzina 00:01 kiedy zaczynam tego posta. Przeglądam właśnie wiadomości na WP i słucham Louisa Armstronga. Czytam o zmarłej brytyjskiej anorektyczce - w ostatnim stadium ważyła zaledwie 24 kg. "Białe małżeństwa" czyli wykluczony seks, bo ważniejsze jest budowanie więzi psychicznej - ciekawe swoją drogą. Teraz czas na zaskakujące znalezisko jakim jest kopia Mona Lisy - dzieło jednego z uczniów da Vinci. O, 64 letni smalec, nadający się rzekomo do spożycia; tak długo trzymał go jakiś Niemiec, bo twierdził, że nie chce wyrzucać jedzenia. Tak, ja też nienawidzę marnowania żywności... tyle ludzi na świecie przecież głoduje. Hmm, zmarła Szymborska. Nawet nie wiedziałam, tak rzadko oglądam telewizyjne wiadomości a tam dzisiaj pewnie na każdej stacji o tym trąbią. Mam nawet jej "Rymowanki dla dużych dzieci" na półce. Najlepsze, że przeglądnęłam to mając jakieś 12 lat? Nie lubię jej twórczości.
Lubię jazz. Oh, Armstrongu, jesteś wspaniały. Marzę o upalnych, leniwych dniach i nocach. Siedziałabym teraz na plaży. Cichutko szumiące morze, chłodny już piasek pod stopami, rześkie powietrze, niegasnące gwiazdy na niebie. Koc, wino, papieros i Jego dotyk. Żadnych zmartwień.
Idea białego małżeństwa bardzo mi się podoba. Ale, spróbuj znaleźć faceta, który się na to zgodzi.
OdpowiedzUsuńA ja lubię jej twórczość. Jest taka prosta i łatwa, jednocześnie bardzo mądra. Cebuliczna aż do szpiku cebuliczności.